wtorek, 24 października 2017

My Fall Bucket List - jesienna lista

Jesień pełną parą moi drodzy. Po tej pięknej, ciepłej, letniej, złotej polskiej jesieni zostało tylko wspomnienie. Obecnie za oknem leje deszcz, wieje zimny, porywisty wiatr, drzewa niemal całkowicie pozbawione są liści. Wcześniej było bajecznie, kolorowo, klimatycznie i urokliwie, teraz natomiast wieje grozą. Jesień to okres gdy dopadać nas może zmęczenie, spadek motywacji, problemy z koncentracją, przygnębienie, obniżenie nastroju, wzmożona senność, nicmisięniechcizm. Warto jednak nie dawać się nie sprzyjającej aurze i codziennie czerpać radość z życia. Dla zwiększenia motywacji własnej stworzyłam listę rzeczy, które chciałabym zrobić jesienią - sama i z rodziną. Część punktów już odhaczona :D


Jesienna lista 

1. spróbować nowego przepisu na zupę
2. upiec szarlotkę
3. zrobić dyniowe placki
4. ugotować zupę krem z dyni
5. zrobić puree dyniowe
6. iść z rodziną do zoo 
7. zrobić jesienną sesję zdjęciową
8. kupić planszówkę i zacząć planszówkowe niedziele
9. napić się jabłkowego cydru
10. zacząć czytać kryminały Nesbo
11. wprowadzić wieczorny rytuał picia kakao
12. iść z rodziną na spacer do lasu
13. zwiedzić z chłopakami polskie miasto
14. spędzić dzień w pidżamach
15.zrobić porządek w szafie z ubraniami
16. wziąć kąpiel w wannie pełnej piany
17. kupić świece zapachowe
18. kupić tematyczne skarpety
19. zrobić jesienne zakupy odzieżowe
20. zrobić zdjęcie w trakcie rzucania liśćmi
21. skakać w liściowych kopcach
22. iść na basen
23. zapisać się na siłownie
24. iść na koncert
25. długie jesienne spacery
26. wywołać wakacyjne zdjęcia
27. odwiedzić groby bliskich
28. wkręcić się w nowy serial
29. zapisać się na studia, kursy i szkolenia zawodowe
30. założyć dziennik ''jestem wdzięczna za..."



Za rok lista będzie fajniejsza! Planuję wzbogacić ją o takie punkty jak:

- odwiedzić farmę dyń
- zorganizować imprezę halloweenową
- piękne przyozdobić mieszkanie
- wybrać się na piknik
- wybrać się na rodzinną przejażdżkę rowerową
- zrobić szalik na drutach


A Wy robicie takie listy? Jak sobie umilacie jesienne dni?




czwartek, 12 października 2017

O co chodzi TYM MEDYKOM?

Miałam pozostać obojętna i nie zabierać głosu w dyskusji, która dotyczy mnie i mojej rodziny w sposób bezpośredni.

Moja osoba jest silnie związana ze służbą zdrowia. Mój mąż jest lekarzem rezydentem robiącym specjalizację z ortopedii i traumatologii narządu ruchu. Moja siostra jest w trakcie specjalizacji z radiologii. Moja mama jest pielęgniarką pediatryczną. Moja przyjaciółka jest fizjoterapeutką pracującą z dziećmi. Ja sama jestem psychologiem, pracującym w ZOL'u. 
Jednak obserwując i czytając wypowiedzi ludzi - również z mojego najbliższego otoczenia - co mogłoby wskazywać, że mają jakiś zarys problemu - doszłam do wniosku, że nie mogę pozostać bierna. Stwierdziłam, że te wszystkie kłamstwa, zarzuty w stosunku do lekarzy rezydentów i zawodów medycznych, oraz zniekształcenia rzeczywistości wynikają z niewiedzy - na prawdę bardzo chciałabym się nie mylić. 

Kilka miesięcy temu miałam okazję na własnej skórze doświadczyć tego, jak bardzo pacjenci w polskich szpitalach są zaniedbywani. Jako osoba po poronieniu nie otrzymałam ŻADNEGO wsparcia ze strony psychologa, z jednej przyczyny - psychologa po prostu nie ma. I nie jest to wina szpitala, w którym się znalazłam - bo problem dotyczy wielu placówek w kraju - to jest wina systemu. I właśnie dzisiaj, to z tym chorym systemem walczą młodzi lekarze. Uważasz, że człowiek w kryzysie psychicznym powinien być zdany tylko na siebie? Uważasz, że depresja wynikająca ze straty dziecka bierze się z kosmosu? Uważasz, że interwencja psychologiczna jest zbędna? Czego Ty byś oczekiwał/a gdyby przyszło Ci się z tym zmierzyć? 

Pracownicy zawodów medycznych od około dwóch lat próbują prowadzić dialog z przedstawicielami rządu na temat poprawy warunków w ochronie zdrowia. Nie -  jak to obecnie próbuje przedstawić rząd - jedynie o podwyżkę swoich pensji. Nie będę przytaczać wszystkich postulatów, ale głównym z nich jest zwiększenie finansowania ochrony zdrowia do 6,8 % PKB - czyli do poziomu jaki obecnie WHO uważa za niezbędne minimum do prawidłowego jej funkcjonowania. Co to znaczy? Znaczy to nie mniej ni więcej jak to, żeby pieniędzy na zapewnienie obywatelom Polski świadczeń medycznych było więcej. Pieniądze te nie są wykorzystywane jedynie na wynagrodzenia dla lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych, fizjoterapeutów, analityków medycznych, psychologów, logopedów, dietetyków itd. Są one potrzebne na sprzęt, na leki, na wyposażenie ''hotelowe'' szpitali (pościel, jedzenie, środki higieniczne, środki czystości itd) więc na to, co potrzebne każdemu pacjentowi. 

Jeśli nie popierasz protestu medyków to czy masz świadomość, że uderza to głównie w Ciebie - jako pacjenta?

Tyle się słyszy wokół negatywnych opinii - że jedzenie nie przypomina jedzenia, tylko rzygowiny, że kołdra jest dziurawa, że brakuje środków czystości, a porodówka wygląda jak z filmu Hitchcocka. Myślisz, że medycy są zachwyceni z warunków swojej pracy? Myślisz, że oni nie chcą poprawy jakości wykonywania swoich usług, do czego niezbędny jest  m.in specjalistyczny, nowoczesny sprzęt? Ba! co tu mówić o sprzęcie czy niezbędnym instrumentarium na bloku operacyjnym, skoro w ubikacji brakuje papieru toaletowego, ręcznika papierowego ,mydła - nie, to nie jest żart. W wielu szpitalach bardzo ciężko o te podstawowe rzeczy. 

Ale skoro lekarze strajkują to prawdopodobnie chodzi im tylko o napełnienie swojej własnej kieszeni - ale zaraz! czy ktoś widział biednego lekarza? czego w ogóle oni chcą ? Mało im?! No mało. Czy zadałeś sobie tyle trudu by dowiedzieć się jakie wynagrodzenie dostaje lekarz rezydent? Jest to informacja podana do opinii publicznej - 3170 zł BRUTTO co daje miesięczne wynagrodzenie '' do ręki'' 2275 zł. Po odliczeniu obowiązkowych składek na OIL (OKRĘGOWA IZBA LEKARSKA) zostaje 2215 zł Przelew na taką kwotę dostaje co miesiąc mój mąż, więc wiem o czym mówię. Dużo? Mało? Za ratowanie ludzkiego życia?
Ale przecież może dorobić! Na dyżurach! - krzyczą. Jakby te nocne dyżurowanie to był taki rarytas. Ktoś kto pracuje na nocne zmiany, wie z czym to się wiąże - z rozregulowaniem organizmu, nieprzespanymi nocami (nie, lekarz na dyżurze nie śpi pod świeżą, pachnącą pierzynką - co nie znaczy też, że NIGDY nie odpoczywa), ogromnym stresem - zwłaszcza dla młodego lekarza, który nie zapominajmy - wciąż swojego zawodu się uczy. Dorobić może każdy - jest to jedynie kwestia wyboru - czy się chce, czy nie. Więc wytaczanie argumentu, że z dyżurów ma takie kokosy jest bezpodstawne - jakie to kokosy pytam? Za pracę od 8.00 do 8.00 wynagrodzenie rzędu 300-400 zł to są jaja, a nie żadne kokosy.  

Lekarz - pff - wiedział co go czeka - wybierając medycynę. Że co niby wiedział? Że nie będzie miał możliwości podania pacjentowi niezbędnego leku, bo szpitala na niego nie stać? To miał porzucić marzenia o zostaniu lekarzem, bo jedynie w naszym chorym kraju lekarzom, osobom ratującym nasze zdrowie i życie rzuca się ochłapy, a nie solidne wynagrodzenie, adekwatne do jego umiejętności, zdolności i wiedzy? Każdy -  lepiej lub gorzej - obetnie sobie grzywkę, każdy zapakuje kurczaka do pudełka, każdy pomaluje sobie pokój - ale nie każdy podłączy kroplówkę, odbierze poród, dobierze odpowiednie leczenie, zrobi zastrzyk czy w końcu rozetnie rękę, nogę czy brzuch aby wyleczyć chorego.

Nie da się porównać między sobą wykonywanych zawodów - z jednej prostej przyczyny - praca lekarza jest nie tylko pracą stresującą, obciążającą fizycznie i psychicznie, ale przede wszystkim w rękach lekarza jest zdrowie i życie ludzi - o odpowiedzialność się tutaj rozchodzi. Czemu pilot samolotu zarabia tysiące? Bo on ma w swoich rękach los wielu ludzi, jest za nich odpowiedzialny. Dostaje płacę adekwatną do wykonywanej pracy. Gdy płytkarz popełni błąd w sztuce - płytki będą krzywe, gdy pani w fastfoodzie złoży krzywo bułkę - konsument ubrudzi się musztardą, gdy lekarz popełni błąd - na który notabene w opinii publicznej miejsca nie ma - odbiera zdrowie, w najgorszym wypadku zabija Ci matkę, żonę czy dziecko. Czy teraz rozumiesz sedno problemu? 

Jestem żoną lekarza. Mniej więcej wiedziałam czego mogę się spodziewać - mąż w pracy, ja w domu wychowująca naszego syna. Jednak nie wiedziałam, że by żyć nie martwiąc się czy będę miała za co opłacić rachunki i co wsadzić do gara - czyli ŻYĆ po prostu - nie będzie widział jak nasz syn stawia pierwsze kroki, mówi pierwsze słowa, w domu będzie gościem. Nie byłam gotowa na to, że niemal każde święta będziemy spędzać oddzielnie, że kilka nocy w miesiącu będę przytulać poduszkę, a nie męża. Będąc żoną lekarza widzę jak wiele tracimy, bo pracuje do 15:30, ale w domu jest o 18:30  bo przecież przedłużyła się operacja. Widzę jakie ponosimy tego konsekwencje każdego dnia, ale widzę również mojego męża, który kocha to co robi. Który do swojej pracy podchodzi z ideałami, pasją i z ciągłą potrzebą dokształcania się. I co zrobić w takiej sytuacji - poddać się czy walczyć? 


W szpitalach brakuje lekarzy do obstawienia dyżurów medycznych. Niedobory kadrowe i niskie pensje zmuszają młodych lekarzy do wykonywania pracy ponad ich siły i możliwości. Jest to jedynie zarys problemu. Mam nadzieję, że rząd zrozumie, że zdrowie i życie jednostki jest najważniejsze do prawidłowego funkcjonowania państwa i nie dopuści do eskalacji protestu, który realnie może zakończyć się strajkiem generalnym WSZYSTKICH zawodów medycznych, co dopiero wtedy pokaże społeczeństwu jak ważne jest prawidłowe funkcjonowanie ochrony zdrowia.


Niżej przytaczam postulaty rezydentów:


1. Zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia do poziomu europejskiego nie niższego niż 6,8% PKB w przeciągu trzech lat.
2. Likwidację kolejek.
3. Rozwiązanie problemu braku personelu medycznego.
4. Likwidację biurokracji w ochronie zdrowia.
5. Poprawę warunków pracy i płacy w ochronie zdrowia.



POPIERAM PROTEST GŁODOWY MEDYKÓW.
A TY!?

niedziela, 8 października 2017

Zdrowe produkty w mojej diecie - szybki przegląd.

Kiedyś - mówiąc kiedyś na myśli mam lata studiów - w mojej kuchni głównymi produktami były gotowe sosy w słoikach, dania w proszku, zupki chińskie. W zamrażarce zawsze była pizza Ryga, frytki i paluszki rybne.  Dieta fatalna, najgorsza z możliwych. Obiady głównie jadałam w bufecie szkolnym - do dzisiaj wspominam pierś z kurczaka po szwajcarsku z uśmiechem na ustach, albo ''na mieście''. Krótko mówiąc odżywiałam się źle, co zaprocentowało nadwagą - właśnie w tamtym momencie mojego życia powstał blog. Ci co są ze mną od początku na pewno pamiętają te czasy - jednak na dniach robiąc podsumowanie września - wiem, że mamy październik, ale uwierzcie mi czas matki płynie i liczony jest inaczej ;D - przypomnę to wszystko.

Małymi krokami zmieniałam swoje nawyki żywieniowe. Nie było łatwo - z pewnymi przyzwyczajeniami do dzisiaj radzę sobie lepiej lub gorzej. Z naciskiem na gorzej - zwłaszcza jesienią :( Wciąż też uczę się swojego organizmu i próbuję wybrać to, co jest dla mnie najlepsze. Nie jestem dietetykiem - psychodietetyk to ktoś zupełnie inny. Nie jestem trenerem personalnym - choć zaprzyjaźniona z aktywnością fizyczną jestem od szkoły podstawowej. Jestem zwykłą dziewczyną, która wszystkiego próbuje na sobie i chce dzielić się z Wami swoim doświadczeniem. 

W chwili obecnej w mojej szafce są takie egzotyczne nazwy jak quinoa, ziarna amarantusa, musy i oleje kokosowe. Jednak dobierając produkty do mojej diety nie kieruję się modą, a wiedzą. Po co mi szałwia (nasiona chia) skoro nasze siemię lniane ma podobne, jak nie te same właściwości odżywcze, a jest dużo tańsze. Wiem, że nie wygląda zbyt zjawiskowo na zdjęciach - ale przecież to nie o to tutaj chodzi. 

Porobiłam zdjęcia tego, co obecnie jest głównymi produktami w mojej diecie - bo często o to pytacie - co jem.  Poszczególne produkty są głównymi składnikami placków - wiem, że kefir, maślanka czy ser biały są zdrowe, są dobrym źródłem wapnia, jednak solo mi nie idą. Przemycam je zatem w innej formie ;)

Z diety wyrzuciłam przetworzone, gotowe produkty - typu pizza, pierogi, hamburgery, krokiety itp, cukier biały, dania w proszku, ograniczam żywność puszkowaną - zarówno ryby jak i warzywa, słodkie soki, napoje gazowane, chipsy - choć okazjonalnie przy spotkaniach towarzyskich wciąż je jadam, ograniczam pieczywo w ogóle.  Popełniam jeszcze kilka błędów dietetycznych, ale staram się je korygować. Wiem, że na redukcji powinnam się bardziej pilnować, by efekty były lepsze i szybsze, jednak w praktyce wychodzi to różnie - nie da się zmienić wszystkich nawyków jednocześnie.


Jak na królową placków przystało - mąka i to nie jedna. Oprócz zwykłej tradycyjnej mąki pszennej używam mąki orkiszowej, mąki jaglanej, mąki ryżowej, mąki owsianej, a także czasami kokosowej. Lubię różnorodność. Mąki te można zrobić samemu w domu, po zmieleniu kasz. 


Kokosowa faza. Na mlekach roślinnych (czytajcie składy!) przygotowuje płatki owsiane - zarówno dla siebie jak i dla Jana. Wody kokosowej nie piję systematycznie, jedynie w dni intensywnego wysiłku. Mleko kokosowe wykorzystuje głównie do przygotowania płatków i do zup kremów. Olej kokosowy do smażenia - ale nie codziennie.
Mleka roślinne możemy również przygotować samodzielnie w domu - niedługo pokażę jak zrobić mleko kokosowe i ryżowe.


Amarantus ekspandowany jest doskonałym źródłem żelaza, magnezu i błonnika - u nas składnik placków, płatków śniadaniowych, dodaję również do jogurtu.
Jagły jak wyżej.
Komosy ryżowej używamy do dań mięsnych ,warzywnych jako zamiennik kasz, makaronów czy ziemniaków.


Ostropest i błonnik witalny to nowość u nas w domu, więc póki co nic więcej nie napiszę.
Zielony jęczmień - składnik zielonych koktajli.


Kasze i płatki  jadamy bardzo często, w zasadzie codziennie. Oczywiście poza tymi na zdjęciu jadamy kaszę gryczaną - dla Jana biała niepalona. Chłopiec nie przepada za ''suchą'' formą, ale zawsze zjada w sosie np. pomidorowym.
Pamiętajcie o spożywaniu odpowiedniej ilości wody.


Nie używam szałwii, wykorzystuję w kuchni siemię lniane. Aby zwiększyć przyswajalność najlepiej jest mielić pestki w młynku. Forma zmielona, gotowa w sklepie - jest odtłuszczona.


Orzechy i pestki. Składniki każdego mussli, śniadań, placków i kolacji. Dodajemy wszędzie gdzie się da. Pestki wpływają korzystnie na układ nerwowy.


W naszej kuchni nie ma białego cukru. Od lat nie słodzę herbaty czy kawy, do wypieków używamy cukru trzcinowego albo ksylitolu. Bardzo lubię syrop klonowy.


Ponadto w kuchni są ZAWSZE:

- jajka - duuużo jajek ;)
- jogurt naturalny Bakoma 
- mleko krowie - głównie  do kawy 
- maślanka, kefir - do placków
- ser biały półtłusty - do placków
- passata pomidorowa
- masło orzechowe
- kiszonki - ogórki, kapusta
- makarony - głównie pełnoziarniste, z mąki durum
- oliwa z oliwek, olej rzepakowy, olej lniany
- świeże owoce i warzywa
- mrożone warzywa
- miód 
- mięso 
- ryby - głównie łosoś i dorsz
- ser zółty
- warzywa strączkowe - czerwona fasola, fasolka szparagowa, cieciorka

Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam ;)


niedziela, 1 października 2017

Placki owsiane na maślance.

Cześć październiku!
Szybki niedzielny wpis - przechodzimy od razu do przepisu, bez wstępów ;D Zegar tyka - tik, tak, tik tak.
Królowa placków to ja!
Mówiłam już o tym, prawda :) ?


PLACKI OWSIANE NA MAŚLANCE

Składniki:

- 200 ml maślanki naturalnej
- 2 jajka
- łyżeczka ksylitolu
- 150 g mąki owsianej
- 1 banan
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia (można pominąć)
- 1/2 łyżeczki sody
- 2 łyżki oleju kokosowego/rzepakowego

Przygotowanie:

Wbijamy do miski jajka, dodajemy maślankę, ksylitol i mieszamy. Następnie dodajemy mąkę, rozgniecionego banana, proszek do pieczenia, sodę i olej. Mieszamy do uzyskania jednolitej masy i smażymy na suchej patelni.

U mnie z dodatkiem konfitury morelowej.

Mniam, mniam, mniam jak zawsze ;)



Coraz ładniejsze wychodzą ;D

Słonecznej, pięknej i rodzinnej niedzieli Wam życzę :)
Kama.

sobota, 30 września 2017

Jak zacząć biegać?

Jeśli chcemy podjąć się nowej aktywności w życiu - nie ważne w jakim jego aspekcie - musimy się do tego przygotować. Gdy robimy coś bezrefleksyjnie często okazuje się, że w którymś momencie popełniamy błąd, szybko się poddajemy, rezygnujemy. Natomiast jeśli poczynimy pewne kroki, zaangażujemy się, dowiemy się w jaki sposób najlepiej zacząć - mamy większą szansę na osiągnięcie sukcesu. Bo jak już wcześniej pisałam - wszystko zaczyna się i kończy na nawyku. Jeśli mamy problem z masą ciała, to znaczy, że gdzieś popełniamy błędy - albo mamy za mało ruchu, nieodpowiednio się żywimy, pijemy za mało wody, nasza dieta jest uboga w warzywa, owoce, kasze. Trzeba dokonać głębokiej i świadomej analizy tego, jak wygląda nasza codzienność. Następnie krok po kroku eliminować to co nam szkodzi, zastępując tym, co wpływa na nasze dobre samopoczucie i sprzyja naszemu zdrowiu. W teorii wydaje się to dość proste, w praktyce - bywa różnie.

Jeśli chcemy biegać po to żeby schudnąć, musimy pamiętać o tym, że samo bieganie nie wystarczy - należy przyjrzeć się swojej diecie i dokonać odpowiednich modyfikacji. W wyrabianiu zdrowego nawyku potrzebna jest systematyczność i powtarzalność - więc przygotuj się na to, żeby biegać 3-4 razy w tygodniu. 

Jak zacząć biegać?

1. Odpowiednie obuwie.

Buty do biegania to podstawa. Nie skupiaj się na tym, by kupić buty, które sprawią, że będziesz biegać szybciej - to prosty chwyt marketingowy, a cena która musimy płacić za ''technologię'' jest wygórowana. Dobrze dobrane obuwie uchroni początkującego biegacza przed kontuzją, wpłynie na komfort biegu. Ważne jest by na początek określić jaki mamy typ podbicia stopy (pronacja, supinacja) i w zależności od tego jaki otrzymamy wynik dobieramy obuwie. Najszybszym sposobem na określenie typu podbicia będzie test wodny - zwilżamy stopę, stawiamy ją na kawałek papieru i oceniamy odciśnięty kształt - po wpisaniu w przeglądarkę hasła test wodny stopy zobaczycie grafikę, która pomoże Wam dokonać analizy. Jeśli mamy stopę promującą wybieramy obuwie, które będzie dobrze kontrolować naszą stopę, pełnić funkcję podtrzymującą, by nie rotowała się ona do wewnątrz. Dla osób ze stopą supinującą potrzebne będę buty z amortyzatorem - pozwalające stopie na swobodny ruch, amortyzatory mają za zadanie ochronę przed wstrząsami. Dla osób o stopie neutralnej - buty stabilizujące stopę. Uważam, że wybór butów jest na tyle istotny, że warto udać się do specjalistycznego sklepu dla biegaczy, gdzie wykwalifikowany personel pomoże nam wybrać buty idealne dla nas. Buty stanowią podstawę. Nie wybieraj popularnych marek, modnych kolorów - nie kieruj się wyglądem, technicznymi udoskonaleniami, ale funkcjonalnością. Twoja stopa musi być bezpieczna.

2. Ubranie do biegania.

Ubranie w którym biegasz nie jest tak istotne jak obuwie - fajnie, jeśli będzie dobre gatunkowo- oddychające, odprowadzające pot. Masz się czuć w nim przede wszystkim dobrze, komfortowo i swobodnie. Moim zdaniem każda biegająca kobieta powinna zainwestować w biustonosz sportowy, który będzie podtrzymywał w miejscu biust, chronił go przed uszkodzeniami na wskutek wstrząsów. Ubiór dobieramy do warunków pogodowych. Ja lubię odczuwać komfort cieplny, więc wolę ubrać się grubiej. Na początek warto mieć: 2 pary legginsów, 3-4 koszulki, bluzę, biustonosz sportowy, kurtkę wiatrówkę, skarpety. Zimą biegałam w bieliźnie termicznej. Jeśli myślisz sobie w tym miejscu, że wyposażenie pożre Cię finansowo to uspokajam. Na pewno masz w domu bawełniane koszulki, dresy - idziesz biegać, a nie na rewie mody. Ja inwestować w odzież sportową zaczęłam z czasem i też nie wszystkie produkty są z górnej półki. Obecnie biegam w bluzie z Biedronki, za całe 35 zł ;)

3. Gadżety i dodatki.

Dla mnie niezbędne podczas treningu są: telefon, opaska na rękę na telefon, słuchawki, opaska do włosów, saszetka - nerka na klucze. W telefonie odpalam aplikację endomondo, która pozwala mi monitorować bieżący trening (tempo, pokonany dystans, czas) a później analizować poszczególne odcinki trasy. Gdy biegam dłuższy dystans (powyżej 5 km) biorę słuchawki. Opaska do włosów dla komfortu, bo nie lubię, jak włosy opadają mi na czoło  w trakcie biegu :) Planowałam zainwestować również w zegarek biegacza z pulsometrem - wciąż robię risercz i staram się wybrać taki, który będzie dla mnie odpowiedni i w okulary przeciwsłoneczne. Nie ma treningu, żeby do oka albo do gęby nie wpadła mi mucha ;) Latem zawsze biorę ze sobą butelkę wody. Na początek nie ma sensu inwestować w drogie gadżety - po prostu idź i pobiegaj.


4. Skup się nie biegu

W trakcie biegania często zerkałam w telefon, kontrolując międzyczasy i tempo biegu. Przestałam jednak to robić po tym jak niespodziewanie podczas któregoś z biegów, potknęłam się o nierówny chodnik i wywaliłam orła. Szczęście w nieszczęściu, że uzębienie pełne. Skończyło się na lekkich obtarciach i wybiciem z rytmu. Od tego czasu postanowiłam, że żadnego patrzenia w telefon w trakcie biegania. Mam słuchawki na uszach i endomondo po każdym kilometrze informuje mnie o czasie i tempie. Odkąd biegam nie skupiając się na aplikacji osiągam po pierwsze lepsze rezultaty i po drugie lepiej mi się biegnie. Skupiam się na każdym kroku, skupiam się na sygnałach płynących z ciała, skupiam się na tym by kontrolować prawidłową postawę. Dlatego telefon choć potrzebny, niech nie zdominuje Twojego treningu. Na początku biegania nie ważny jest dystans, czas, tempo - na analizę przyjdzie czas. Najważniejsze jest by biegane sprawiało Ci przyjemność - progres, wyniki, siła, szybkość i wytrzymałość przyjdą z czasem.

5. Poznaj swoje możliwości, ale i ograniczenia - określ cel.

Mało znam osób, które wstały z kanapy i przebiegły od razu 5 kilometrów. Dlatego na początek niech nie dystans i szybkie tempo będą dla Ciebie celem, a czas trwania treningu. Zacznij od marszów, marszobiegów, wolnego truchtu, stopniowo zwiększając wysiłek - w sieci znajdziesz wiele planów dla początkujących, których myślę, że warto się trzymać.  Początki prawdopodobnie będą dramatyczne - ale nie zniechęcaj się. Dla Ciebie jako początkującego biegacza ważna jest regularność. Musisz dać sobie czas - nic nie przychodzi od razu, nic nie przychodzi łatwo. Na efekty nie będziesz musiał czekać długo, jednak nie przychodzą one z dnia na dzień. Ważne jest byś pamiętał/a o higienie biegania - nie wiem, czy to dobre określenie, jednak przyszło mi ono na myśl - o tym, by nie przesadzić z ilością i intensywnością treningów w tygodniu - musisz dać sobie czas na regenerację i odpoczynek. Bardzo łatwo jest się przetrenować, doznać kontuzji, zniechęcić. Znam wiele osób, które chciały za bardzo i kończyło się porażką i zaczynaniem od nowa i od nowa. 

6. Rób to, co sprawia Ci przyjemność

Bieganie nie jest dla każdego, tak jak pływanie czy kolarstwo. Każdy ma swoje preferencje - również co do formy aktywności fizycznej. Więc jeśli po kilku treningach nie czujesz przyjemności, satysfakcji i chęci do biegania to nie katuj się. Poszukaj innej formy treningu w której będziesz się najlepiej odnajdywać. Robienie czegoś co sprawia przyjemność sprawia, że dana aktywność fizyczna stanie się pasją, a nie przykrym obowiązkiem. 

7. Rozgrzewka i rozciąganie

Przed każdym treningiem biegowym powinno się zrobić rozgrzewkę - nie musi ona być długa  - ważne by zawierała trzy rodzaje ćwiczeń - lekki trucht (może być w miejsu) skipy (A i C są najłatwiejsze, skip B nieco trudniejszy) i krążenia stawów. Rozciąganie po bieganiu. Bardzo fajne ćwiczenia dla biegaczy znajdziecie na jutubie. 

8. Po prostu...wstań i wyjdź.

Nie szukaj wymówek. Spróbuj choć raz i zapamiętaj to uczucie po zakończonym biegu - ból, zmęczenie, pot spływa po twarzy, włosy są mokre, nie masz siły - czujesz - tak intensywnie to wszystko odczuwasz....czujesz, że żyjesz? Satysfakcja - udało się - dokonałam tego. Tak bardzo mi się nie chciało - ale jednak, przełamałam się - jak chcę, to mogę. 

Biegam od szkoły podstawowej z przerwą na kontuzję, operację kolana, rehabilitację i ciążę. Biegam bo sprawia mi to przyjemność i olbrzymią satysfakcję. Biegam by zachować zdrowie i poprawić jakość i wygląd ciała. Biegam by zredukować ilość tkanki tłuszczowej i wzmocnić mięśnie. Biegam dla lepszych wyników - by pokonywać swoje słabości, przekraczać możliwości. Cieszy mnie każdy progres - wzrost wydolności, siły i szybkości. Biegam, bo bieganie pozwala mi odpocząć, wyciszyć się, skupić, być uważną. 
Biegam bo lubię to robić. 

To jak, zaczynasz?

Kama.